poniedziałek, 1 grudnia 2014

Chapter 2

Ciemno, zimno, dużo śniegu. Tego właśnie najbardziej nie lubił. Zimna. Musiał to znosić codziennie, gdy gdzieś wychodził. Jego mama martwiła się o niego, kiedy jeździł autem po śliskich drogach, więc zabrała mu kluczyki. Tak, miał 19 lat, ale to nie zmienia faktu, że mieszkał z rodzicami i mogli oni kontrolować swojego syna.  Dlatego właśnie, wszędzie musiał chodzić na piechotę, lub przemieszczać się autobusem, który zawsze spóźniał się pół godziny. Miał tylko jedną opcję. Chłopak szedł nakryty kapturem, z rękami w kieszeniach. Temperatura wynosiła dużo poniżej 0. Wracał z baru. Był na piwie z przyjacielem. Brakowało mu tego, dawno się nie widzieli. Jared niedawno wrócił z Wielkiej Brytanii. Odwiedzał matkę. 

Justin skręcił kolejny raz w inną drogę. We wszystkich domach były pogaszone światła. Nie ma się co dziwić. Było koło 1 w nocy. Śnieg wciąż sypał, co bardzo wkurzało chłopaka. Wszystkie śnieżynki wpadały mu do oczu. Najgorsza pora roku. Gdy dotarł do swojego domu, stanął jak wryty, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Całe drzwi były zasypane śniegiem. Jak on miał wejść do środka? Nie było możliwości, że jakieś okno będzie otwarte. Jeśli otworzy drzwi, cały śnieg wpadnie do domu, roztopi się i będzie miał przechlapane. Zacisnął zęby. Już wiedział, czym będzie się zajmował przez najbliższą godzinę. Musiał to odśnieżyć. Na szczęście łopata stała na zewnątrz domu. Gdy podszedł bliżej, automatyczne światło się zapaliło. Pomogło mu to o wiele bardziej, niż uliczna latarnia. Dzięki temu, widział co mniej więcej robi.


Gdyby jakiś sąsiad wyjrzał teraz przez okno, pomyślałby co za idiota odśnieża podwórko o 1 w nocy. To Justin Bieber. Opornie mu to szło, zważając na to, że wypił 2 piwa. Nie był bardzo pijany, ale miał lekką fazę. Gdy drzwi zostały odśnieżone, padł jak długi w grubą warstwę śniegu. Miał gdzieś to, że zimny biały puch wpycha się nieproszony pod ubranie. Zrobił aniołka, jak wtedy, gdy był małym dzieckiem. Nie miał siły na to by wstać. Jednak, gdy na plecach poczuł chłód, momentalnie się podniósł. Otrzepał się ze śniegu, chociaż wiedział, że gdy wejdzie do domu, będzie go jeszcze więcej niż na początku. Szatyn odnalazł klucze w spodniach i otworzył nimi drzwi. Gdy wszedł do środka, zaświecił światło i przekręcił ponownie zamek. Ciepłe powietrze,które znajdowało się w pomieszczeniu zaczęło go rozgrzewać. Jego palce u stóp i dłoni, zaczęły boleć, na skutek lekkiego zamarznięcia.

W korytarzu zostawił buty i kurtkę. Miał ochotę na herbatę. Poszedł więc do ogromnej kuchni, by zagrzać wodę. Gdy czajnik w końcu zagwizdał, zalał saszetkę i wyszedł z pomieszczenia, kierując się do swojego pokoju. Jego dom był ogromny. Jednak, zawsze było w nim ciepło. Wszedł powoli do salonu, nie chcąc rozlać gorącego napoju. Jego rodzice i siostra już dawno spali. Usiadł na kanapie przed kominkiem. Zamyślon, wpatrywał się w migoczący ogień, po czym wziął głęboki łyk herbaty. Cytrynowa z cynamonem, taka jaką uwielbiał. Napój szybko rozgrzał go, dzięki czemu chłopak zapomniał o dokuczliwym zimnie. Wstał i udał się do swojej sypialni.

Justin otworzył drzwi do pokoju, od razu zaświecając światło. W porównaniu do innych pomieszczeń, nie znajdowało się tu zbyt dużo mebli. Ogromne łóżko, szafa, regał, dwa fotele i stolik. Twierdził, że nie potrzebuje ich więcej, ponieważ tylko osiada się kurz. Na ścianie przyległej do łóżka, znajdowały się ledy, które dawały ciepłe światło. Zawsze wieczorami je zapalał i myślał. O wszystkim. Właśnie dzisiaj był jego czas na refleksje. Usiadł na łóżku, opierając się o ścianę. Zaczął zastanawiać się nad wieloma rzeczami, które nie dawały mu spokoju.

Miał ochotę się położyć. Jednak najpierw, postanowił wziąć ciepłą kąpiel. Po około pół godziny, wyszedł z łazienki w spodniach od dresu i podkoszulku. Zgasił światło i ułożył się pod kołdrą. Myślał o szkole, jak mu pójdzie egzamin końcowy. Czy sobie poradzi i będzie miał własną firmę, tak jak zawsze o tym marzył? To się dopiero okaże. Miał nadzieję, że w jego życiu w końcu pojawi się dziewczyna, w której się zakocha. Chciał w przyszłości założyć rodzinę, mieć dzieci. A wiadomo, że nie da się tego zrobić bez osobnika płci pięknej.

Justin, sam nie wiedząc kiedy, zasnął. Nic mu się nie śniło, był zbyt zmęczony. Obudził się, słysząc za oknem szum. Wstał powoli, wzdychając. Zastanawiał się, co mu przeszkodziło. Na ulicy zobaczył ogromny pojazd, które odśnieżał drogę. Przez noc, śniegu nasypało bardzo dużo. Chłopak wiedział, że już nie zaśnie. Stwierdził, że lepiej będzie gdzieś wyjść, albo spędzić czas samemu w domu. Wyszedł do łazienki za potrzebą, przy okazji przemył twarz i umył zęby. Gdy wrócił do pokoju, ubrał bluzę, żeby było mu cieplej. Sięgnął po telefon, który leżał pod poduszką. Była godzina 11. Wyszedł z pokoju, mając zamiar zjeść śniadanie. Zszedł powoli po schodach. Nie słyszał rodziców ani Crystal. Nie miał pojęcia, czy już wstali. W kuchni zrobił dwie kanapki z awokado i pomidorem. Nie chciało mu sie robić nic innego. Nalał soku pomarańczowego do szklanki i z talerzykiem powędrował do salonu. Włączył telewizor, akurat leciał wywiad u Ellen z Edem Sheeranem. To jego ulubiony wokalista. Gdy zjadł swoje kanapki, usłyszał kroki. Odwrócił głowę, widząc swoją mamę.

- Cześć. Wyspałeś się? – zapytała z lekkim uśmiechem.
- Tak, pewnie. A ty jak spałaś?
- W miarę. O której wczoraj wróciłeś? Nie słyszałam cię. – powiedziała mama, wchodząc do pokoju. Justin podrapał się po głowie.
- Coś koło 1. Crystal jeszcze śpi?– Był bardzo zdziwiony, że jego młodsza siostra nie wyszła z pokoju. Zawsze wstawała wcześniej od niego.
- Nie ma jej w domu. Została na noc u koleżanki. – Jakoś nie chciało mu się w to wierzyć. 17 letnia dziewczyna zostaje na noc u koleżanki? Nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Później z nią porozmawia, jako starszy brat musi o nią dbać.

Szatyn wstał z kanapy, kierując się na schody. Wbiegł po nich i wszedł do pokoju. Wyciągnął z szafy czystą bieliznę i ubranie. Przeszedł do kolejnego pomieszczenia, jakim była łazienka. Miał ochotę się zrelaksować, prysznic mu w tym zawsze pomagał. Po skorzystaniu z toalety, ściągnął dresy, koszulkę oraz bokserki i wrzucił wszystko do kosza na brudy. Wszedł do kabiny. Nie chciał się poparzyć więc odkręcił ciepłą, ale nie gorącą wodę. Stał tak przez 5 minut. Kiedy jego ciało było namydlone, a włosy umyte, spłukał z siebie całą pianę, po czym wyszedł spod prysznica i stanął na miękkim, białym dywanie. Złapał ręcznik, wycierając w niego włosy, po czym zakręcił go wokół bioder. Podszedł do umywalki, złapał za szczoteczkę i umył zęby. Przeczesał swoje włosy palcami, po czym odwrócił się i wziął swoje ubrania. Mokry ręcznik powiesił na kaloryferze, który był niewyobrażalnie ciepły.

Ubrał czarne bokserki, po czym założył na siebie czarne rurki i szarą bluzę z kapturem. Było zimno, a on miał ochotę gdzieś wyjść. Wiedział, że w domu by się cholernie nudził. Wyszedł z łazienki i podszedł do komody. Z szuflady wyciągnął skarpetki, które chwilę potem ubrał na stopy. Zabrał portfel, który schował do kieszeni spodni. W drugiej natomiast umieścił telefon. Wyszedł z pokoju, gotowy do wyjścia. Była godzina 13, trochę za wcześnie, żeby wyjść ze znajomymi.


- Justin! – usłyszał wołanie z kuchni. To mama.
- Co się stało? – zapytał, wchodząc do pomieszczenia.
- Nie mam filetów z kurczaka na obiad, mógłbyś pójść do sklepu? Widzę, że jesteś już gotowy. – Mama wyszczerzyła się do niego, wiedząc że to jedyny sposób, by go zachęcić.
- A mam inne wyjście? – westchnął chłopak.
- Pieniądze już leżą na wyspie. Dziękuję – Pattie podeszła do niego, całując go w policzek.
- Też chcę buziaka! – odezwał się męski głos ze schodów. To Jeremy, jego tata.
- Doooobra, idę do sklepu. – Szatyn wyszedł z kuchni, nie chcąc przeszkadzać rodzicom. Ubrał swoje timberlandy i kurtkę. Sięgnął na półkę po czapkę, którą ubrał na swoje jeszcze wilgotne włosy.


Otworzył drzwi wejściowe, po czym szybko je zamknął za sobą. Było zimno. Okropnie zimno. Ruszył do sklepu, który na szczęście, nie znajdował się daleko. Przechodził przez zaspy śniegu. Miał szczęście, że nie padał akurat śnieg. Ludzie mijali go, śpiesząc się nie wiadomo gdzie. Była sobota. Większość z nich kupowała ostatnie prezenty pod choinkę. On też musiał wybrać się na zakupy, jednak nie wiedział, co kupić rodzinie. Gdy wszedł do marketu, zauważył dwie dziewczyny mniej więcej w swoim wieku. Uśmiechnęły się do niego, co odwzajemnił. Obie zarumieniły się lekko. Wiedział, jak działa na dziewczyny. Przeszedł powolnym krokiem do odpowiedniego działu. Gdy ekspedientka podała mu mięso, włożył je do koszyka. Miał ochotę na coś do picia, więc wybrał sok bananowy. Przeszedł do kasy, gdzie zapłacił wyznaczoną kwotę.

Schował mięso do reklamówki, w drugiej ręce trzymał sok. Upił 2 łyki, wychodząc na zewnątrz. Wiatr nadal wiał. Z oddali zauważył zbliżające się dwie postacie. Nie widział co się dzieje, ale słyszał krzyki. Znał ten głos. I to za dobrze. Po chwili minął go chłopak, w jego wieku. Wyglądał na wkurzonego. Dziewczyna stała nieopodal. Podszedł bliżej, rozpoznając w niej Crystal, swoją siostrę.


- Justin? Co ty tu robisz? – nastolatka otarła twarz dłońmi. Miała podpuchnięte oczy i jeden policzek bardziej czerwony od drugiego.
- Byłem na zakupach dla mamy. A ty co tu robisz? Kto to był? Dlaczego się kłóciliście? – pytania wylatywały z niego niczym pociski z karabinu. Był zdezorientowany. Jego siostra zaczęła płakać.
- Justin.. On.. to mój chłopak i.. On mnie uderzył.
- On co?! – Justin zacisnął pięści, aż jego kłykcie pobielały. – Potrzymaj to. – Chłopak podał jej siatkę z zakupami i ruszył za chłopakiem, którego przed chwilą minął. Miał szczęście, że nie oddalił się zbytnio.

Stał z grupką kolegów przy murze, wyglądał na bardzo zadowolonego. Szatyn podszedł do niego, stukając palcem w ramię. Odwrócił się w jego stronę, z głupim uśmieszkiem. Już niedługo, miał zniknąć z jego twarzy. Justin uderzył go z pięści w twarz, po czym dodał cios w brzuch.
- Co do cholery?! – krzyknął jeden ze stojących obok znajomych.
- To za moją siostrę. – Splunął, po czym odszedł od grupki, która stała zszokowana z otwartymi ustami..

- Jeszcze do mnie wróci! Zobaczysz Bieber! – usłyszał za sobą. Nie miał zamiaru tam wracać. Wiedział, że mógł stracić nad sobą kontrolę. Teraz musiał zająć się siostrą. Dowie się co się stało. Za wszelką cenę.

♥♥♥

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

1 komentarz:

  1. Szczerze? Aż nie wiem co powiedzieć. Jak na razie robisz ogromne wrażenie. Mam nadzieję, że szybko dodasz 3 rozdział bo już nie mogę się go doczekać. ♥
    informuj mnie na tt - @FEIBff
    zapraszam również do siebie - fuck-everything-im-belieber.bloblo.pl

    OdpowiedzUsuń