Powieki podniosły się powoli, ukazując piękne, niebieskie
oczy, błyszczące od łez które litrami wypłynęły tej nocy. Dziewczyna nie mogła
ułożyć się na ogromnym łóżku, gdyż w każdej pozycji jej ramie, które nie mogło
się zagoić w tak krótkim czasie, bolało, jak jeszcze nigdy nic. Nie wiedziała
co ma ze sobą zrobić. Spała tylko przez godzinę, co w żaden sposób nie mogło
ukoić jej potrzeby zamknięcia oczu, chociaż na chwilę. Jednak wiedziała, że
musi wstać i iść do szkoły. Miała ważny test z angielskiego. Przetarła oczy,
siadając powoli, aby nie urazić ręki. Bała się, że jakikolwiek gwałtowny ruch
może sprawić jej ból. Wyplątała nogi z kołdry, wkładając bose stopy w kapcie.
Ruszyła do łazienki, potrzebowała skorzystać z toalety.
Gdy weszła do pomieszczenia, zobaczyła, że na lustrze były dziwne kryształki. Dotknęła ich. To była zamrożona woda. Ale co było tak zimne, żeby móc to zamrozić? Nie miała pojęcia. Gdy załatwiła swoją potrzebe, umyła zęby i przemyła twarz zimną wodą. Wyglądała okropnie. Fioletowe sińce pod oczami, we włosach miała kołtuny. Sięgnęła po szczotkę, rozczesując je powoli. Miała piękne, długie włosy. To był jej atut. Nałożyła korektor, by jej twarz wyglądała normalnie. Wyszła z pomieszczenia, kierując się do komody. Przebrała się w wygodne ubrania, wiedząc, że ma dzisiaj 7 lekcji. Wróciła się do łazienki, by wyciągnąć zapasowy bandaż z apteczki, w razie, gdyby coś było nie tak. Spakowała go do torby, zakładając ją na zdrowe ramię, nie miała pojęcia, czy jej ciocia śpi, ale czuła z kuchni zapach kawy, więc pewnie jest już na nogach.
Gdy weszła do pomieszczenia, zobaczyła, że na lustrze były dziwne kryształki. Dotknęła ich. To była zamrożona woda. Ale co było tak zimne, żeby móc to zamrozić? Nie miała pojęcia. Gdy załatwiła swoją potrzebe, umyła zęby i przemyła twarz zimną wodą. Wyglądała okropnie. Fioletowe sińce pod oczami, we włosach miała kołtuny. Sięgnęła po szczotkę, rozczesując je powoli. Miała piękne, długie włosy. To był jej atut. Nałożyła korektor, by jej twarz wyglądała normalnie. Wyszła z pomieszczenia, kierując się do komody. Przebrała się w wygodne ubrania, wiedząc, że ma dzisiaj 7 lekcji. Wróciła się do łazienki, by wyciągnąć zapasowy bandaż z apteczki, w razie, gdyby coś było nie tak. Spakowała go do torby, zakładając ją na zdrowe ramię, nie miała pojęcia, czy jej ciocia śpi, ale czuła z kuchni zapach kawy, więc pewnie jest już na nogach.
- Dzień dobry, jak się czujesz? – spytała Ganymedes.
- Nie najgorzej - skłamała dziewczyna. Głowa jej pękała,
opuchnięte powieki były ciężkie do utrzymania, a ramie pulsowało dając o sobie
znak. Nie chciała martwić cioci. Usiadła, zabierając się za jedzenie pysznych
kanapek z szynką.
- Nie wiem czy powinnam wyjeżdżać. Teraz, w twoim stanie..
- Jedź - powiedziała nastolatka. Nie psuj planów przeze
mnie. - miala nadzieje że zostanie dzisiaj sama i będzie miała czas pomyślec.
- No dobrze, ale w razie czego dzwoń. Jeśli chce zdążyc na
czas, muszę już wyjechac. Poradzisz sobie?
- Tak jasne, uważaj na siebie.
- To ty uważaj na siebie. Do zobaczenia - cmoknęła Abrielle
w policzek po czym ubierając się wyszła z domu. Została sama.
Gdyby była normalną nastolatką w tym momencie zadzwoniła by do wszystkich i powiedziała, że dzisiaj jest impreza. Ale nią nie była. Nie mogła nawet zaprosić przyjaciółki na noc, bo takiej nie miała. Westchnęła cicho do siebie, biorąc się w garść. Gdy skonczyła posiłek, wyciągnęła tabletkę z szafki i popiła ją wodą. Następnie udała się do drzwi. Ubrała ciepłe zimowe buty, czapkę, szalik i kurtkę. Zabrała torbe i kluczyki po czym wyszła z domu zamykając drzwi. Wyszła na podwórko, na którym stał jej samochód. Garbuska dostała na 17 urodziny. Nie był nowy, ani drogi, ale jej wystarczał. Musiał. W srodku właczyła ogrzewanie, bo mimo tego iż zrobiła kilka kroków, było jej zimno. Poprawiła kurtkę i ruszyła z podjazdu na wąską, leśną uliczkę. Po kilku minutach wyjechała na wiekszą drogę, mijając ogromny las. Było slisko, ale Abby potrafiła bardzo dobrze jeździć czego nie można powiedzieć o większosci dziewczyn w jej wieku. Do szkoły nie miała blisko. 20 minut jazdy autem, co dawało około godziny piechotą. Nie wyobrażała sobie tej drogi, gdyby jej samochód sie zepsuł. Żaden autobus tutaj nie kursował. Trzymając kierownicę jedną dłonią, włączyła radio na ulubionej stacji. Mogla słuchać muzyki prawda? Nikt jej tego nie mógł zabronić.
Gdyby była normalną nastolatką w tym momencie zadzwoniła by do wszystkich i powiedziała, że dzisiaj jest impreza. Ale nią nie była. Nie mogła nawet zaprosić przyjaciółki na noc, bo takiej nie miała. Westchnęła cicho do siebie, biorąc się w garść. Gdy skonczyła posiłek, wyciągnęła tabletkę z szafki i popiła ją wodą. Następnie udała się do drzwi. Ubrała ciepłe zimowe buty, czapkę, szalik i kurtkę. Zabrała torbe i kluczyki po czym wyszła z domu zamykając drzwi. Wyszła na podwórko, na którym stał jej samochód. Garbuska dostała na 17 urodziny. Nie był nowy, ani drogi, ale jej wystarczał. Musiał. W srodku właczyła ogrzewanie, bo mimo tego iż zrobiła kilka kroków, było jej zimno. Poprawiła kurtkę i ruszyła z podjazdu na wąską, leśną uliczkę. Po kilku minutach wyjechała na wiekszą drogę, mijając ogromny las. Było slisko, ale Abby potrafiła bardzo dobrze jeździć czego nie można powiedzieć o większosci dziewczyn w jej wieku. Do szkoły nie miała blisko. 20 minut jazdy autem, co dawało około godziny piechotą. Nie wyobrażała sobie tej drogi, gdyby jej samochód sie zepsuł. Żaden autobus tutaj nie kursował. Trzymając kierownicę jedną dłonią, włączyła radio na ulubionej stacji. Mogla słuchać muzyki prawda? Nikt jej tego nie mógł zabronić.
Gdy w końcu dojechała na miejsce,
przez kilka minut szukała miejsca do zaparkowania. Wszyscy nastolatkowie
podczas zimy jeździli autami, bo tak było wygodniej. Nikt nie chiał marznąć. Zaparkowała
obok czarnego bmw. Należało do jej partnerki z lekcji chemii. Abrielle chciała
w przyszłości zostać lekarzem, pomagać ludziom, ratować ich życia. Miala
nadzieję, że to jej ogromne marzenie się spełni. Zabierając torbę z siedzenia
obok i wyszła na chodnik. Zamknęła swój wóz i ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
Uczniowie, którzy wjeżdżali na parking, szybko biegli na lekcje. Zostało
jeszcze kilka minut, co w zupełności wystarczyło Abby żeby mogła ściągnąć z
siebie zbędne ubrania. Nikt nie zwracał na nią uwagi, jak zawsze. Ludzie mijali
ją z obojętnością, jakby była niewidzialna. Pierwsza lekcja, znienawidzona
przez nią matematyka. Zabrała ogromny podręcznik z szafki i słysząc dzwonek,
udała się do klasy.
Pani Marshall nie darzyła jej specjalną sympatią, więc była
prawie pewna, że ją dzisiaj zapyta. Gdy tylko sprawdziła obecność, słowa wyszły
z jej zaciśniętych ust.
- Do tablicy zapraszam Abrielle Wakefield. Przygotuj sobie
podręcznik na stronie 128. - Abby była dzisiaj kompletnie nieprzygotowana. Nie
mogła dostać jedynki. Już prawie koniec semestru, a ona nie radzi sobie
najlepiej z tym przedmiotem. Nie będzie miała możliwości poprawy, bo to ostatni
tydzień przed świętami. Powolnym krokiem ruszyła do tablicy. Czuła na sobie
wzrok całej klasy. Przeszkadzało jej to, ale tylko odrobinę. Gdy stanęła twarzą
w twarz z wrogiem numer jeden, chciała zapaść się pod ziemię. Wiedziała że musi
być silna, więc zebrała się w sobie i uniosła wysoko podbródek.
- Na mnie nie licz, rozwiąż sama to zadanie. Kto jej zacznie
podpowiadac, ma pałe na koniec semestru. – Super, teraz jest w totalnej dupie.
I tak nikt by jej nie pomógł, ale zawsze trzeba mieć nadzieję. Wiedziala, że to
co teraz zrobi, nie jest pochwalane przez jej ciotkę, ale nie miała wyjścia.
Musiała pokazać tej wrednej zołzie, że nic nie jest w stanie jej upokorzyć.
Spojrzała na treść zadania. Po chwili, obok zaczeły pojawiać się różne
działania oraz formułki, jak to wszystko logicznie wytłumaczyć. Zaczęła
przepisywać wszystko na tablice. Zdenerwowana nauczycielka zaczęła stukać
paznokciami o biurko. Gdy niebieskooka skończyła, odłożyła kredę chcąc usiąść w
ławce.
- Poczekaj, pokaż mi ten podręcznik. - Pani Marshall myślała,
że nastolatka ściąga, jednaek nic w jej podręczniku na to nie wskazywało. -
Siadaj, masz piątke. Dziewczyna ucieszyła się w duchu, nie pokazując swoich
uczuć na zewnątrz. Usiadła na krześle i rysowała po zeszycie. Wiedziała, że to
co zrobiła było złe, ale musiała wybrnąć z tej sytuacji, obiecała sobie, że to
nigdy więcej się nie powtórzy.
Lekcje minęły szybko. Dziewczyna napisała test z angielskiego i miała nadzieję,
że otrzyma wynik bardzo dobry. Została biologia.
Znów będą kroić żaby. Gdy dzwonek zadzwonił, każdy przepychał się żeby zdążyć
do swoich sal. Gdy Abby przechodziła obok łazienek, oczy jej się zamgliły od
łez. Poczuła przeszywający ból lewej strony. Ktoś uderzył ją z całej siły w
zranione ramie. Zgięła się w pół, dotykając bolącego miejsca. Poczuła mokrą
ciecz. Opatrunek znów zaczął krwawić.
- O mój boże, ja ci to zrobiłem? Naprawdę nie chciałem, nie przypuszczałem, że ktoś tu będzie szedł. - Odezwał się do niej barczysty chłopak z którym miała lekcje angielskiego.
- Wszystko okej, jest wszystko okej – wyszeptała cicho, powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem.
- Ja.. Ja naprawdę nie chciałem. Chodźmy do higienistki, zaprowadzę cie.
- Nie, nie trzeba, poradzę sobie. – Niebieskooka chciała odejść, schować się w ciemnym kącie, aby nikt jej nie widział.
- Przeze mnie krwawisz, ktoś musi to opatrzyć. Okej? – zapytał, patrząc jej w oczy. Kiwnęła głową, nie chcąc się z nim kłócić. Złapał ją lekko za zdrowy łokieć, prowadząc w kierunku gabinetu lekarskiego. Na korytarzach nikogo nie było. Wszyscy byli na lekcjach.
- Co teraz masz? Mogę iść cię usprawiedliwić.
- Nie trzeba. I tak nikt nie zauważy że mnie nie ma. – wyszeptała cicho, czując napływające do oczu łzy. Rana zaczęła piec, Abby czuła, że szybko musi zdjąć opatrunek, bo za niedługo nie wytrzyma z bólu. Po chwili z bocznego korytarza, wyłoniła się postać.
- Jared, do jasnej cholery tu jesteś! Naucz się odpisywać na smsy! – kolejny chłopak, którego imienia nie znała, kolejny który był z przeciwległej klasy. Nie wiedziała o co chodzi, ale dowiedziała się, że chłopak który ją uderzył, ma na imię Jared. Czuła się niekomfortowo, chciała stać się niewidzialna.
- Kurwa Justin, wytłumacz mnie jakoś u nauczyciela. Muszę ją zaprowadzić do gabinetu, uderzyłem ją, a ona zaczęła krwawić. – słychać było w jego głosie zmartwienie.
- Miałam już ranę, więc to nie twoja wina. Po prostu ją uraziłam. – odezwała się cicho, nie chcąc zwracać na siebie zbytniej uwagi, co nie wyszło jej zbyt dobrze. Nieznany chłopak, który prawdopodobnie ma na imię Justin, zwrócił na nią swój wzrok.
- O jezu, co ci się stało? – powiedziałl, zauważając zakrwawiony sweter.
- Mały wypadek.
- To nie wygląda na mały wypadek, ale nie będę się wtrącał. Masz teraz jakąś lekcję?
- Biologia. – powiedziała jedno słowo, czując się zażenowana. Była sama z dwójką chłopaków, których kompletnie nie znała. Zacisnęła zęby, ból stawał się coraz silniejszy, chociaż nie wiedziała czy to możliwe. Wydawało jej się, że rana płonie.
- Dobra, zaprowadź ją tam, ja się zajmę nauczycielami. Jak będzie po wszystkim, zadzwoń do mnie okej?
- Okej. – odpowiedział Jared idąc dalej korzytarzem. Podtrzymywał lekko dziewczynę, bo bał się, że może zemdleć. Nie miał pojęcia, ile krwi straciła, ale nie wyglądało to dobrze. - Wiem, że to nie odpowiedni moment, ale jestem Jared. – odezwał się do niej.
- Abby – to jedyne co mogła teraz z siebie wydusić. Gdy w końcu znaleźli się przy odpowiednich drzwiach, zapukał cicho i otworzył je.
- Dalej dam sobie radę, dzięki – powiedziała szybko Abby, nie chciała, żeby widział ją w takim stanie.
- No dobra, ale będę tu czekał. – chciał coś jeszcze powiedzieć, ale mu przerwała.
- Naprawdę nie widze takiej potrzeby. Dam sobie rade. Możesz juz iść na lekcje – usmiechnęła sie lekko, chociaż jedna łza spłynęła jej po policzku. Otarła ją szybko, żeby nie mógł jej zobaczyć. Chyba jej to nie wyszło, bo chłopak zacisnął zęby.
- Aż tak boli? Wchodź do środka, ja tu czekam. I nic innego mnie nie interesuje. – powiedział i popchnął ją lekko do pomieszczenia.
Abby uśmiechnęła
się lekko do starszej pani, która siedziała za jasnym biurkiem. Ściany był
białe, co kojarzyło jej się ze szpitalem.
- Co się stało skarbie? Potrzebujesz czegoś? – prawdopodobnie nie zauważyła zakrwawionego ubrania.
- Emm.. Uderzyłam się i rana, którą miałam zaczęła krwawić. Właściwie, to sama mogłabym zmienić opatrunek, ale mój kolega kazał mi tu przyjść. – Tak, nazwała go kolegą, ale gdyby powiedziała, że nieznajomy chłopak ją tu przyprowadził, zaczęły by się niepotrzebne pytania, a ona nie chciała, żeby Jared miał problemy. Co z tego, że wcale go nie zna. Nie wygląda na takiego, który chciałby to zrobić. Poza tym, był bardzo przejęty tym całym wydarzeniem.
- Ściągnij sweter, muszę to zobaczyć. – Dziewczyna zrobiła to, o co higienistka ją poprosiła. Cały bandaż nie miał ani jednego miejsca białego. Był cały we krwi. Gdy Abrielle to zobaczyła, usiadła na krześle, który stał obok biurka.
- Muszę to przeczyścić, może trochę piec. – nie mogło boleć bardziej niż do tej pory, więc kiwnęła powoli głową.
Gdy pani doktor wyciągnęła spityrus, wylała odrobinę na wacik. Przyłożyła go na ranę. Abby przeszył ból. Zacisnęła ręce na krześle, zagryzła wargę. Nie mogła się rozpłakać. Nagle usłyszała pękające szkło. Pielęgniarka odwróciła się. Szafka z szybką, była pęknięta. Wielka pręga ciągnęła się przez całą długoś, a od niej odchodziło jeszcze kilka w bok. Nie wiedziała, co się stało, ale Abby tak. Jej moc wymknęła się spod kontroli. To przez ten ból. Musiała się opanować, nie chciała nikomu zrobic krzywdy.
- To dziwne.. Wcześniej mi się to nie zdarzyło. No cóż, pewnie jej nie domknęłam i sama z siebie pękła.Niebieskooka nie chciała się odzywać. Gdy wszystko było skończone, została w samej bokserce. Nie chciała ubierać brudnego swetra. To ostatnia lekcja, więc jakoś to wytrzyma.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się ponownie.
- Nie ma za co. Gdyby coś się działo, powinnaś z tym iść do lekarza. Do widzenia.
- Do widzenia. – Abrielle stanęła przed drzwiami, wiedząc, że za nimi czeka na nią Jared. Co miała mu powiedzieć? Podziękować za to, że ją tu przyprowadził? Czy może za to, że poczekał? A może czekać na przeprosiny? Już nie było czasu na myślenie.
Otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz, zamykając je za sobą. Jared siedział przy ścianie. Gdy zobaczył, że wyszła, wstał i posłał jej najpiękniejszy uśmiech na świecie. Nastolatka rozpłynęła się na ten widok. Nikt nigdy się do niej tak nie uśmiechnął. Nie mogła wydobyć z siebie głosu. Zarumieniła się lekko.
- Już wszystko okej? Nie jest ci zimno? – zapytał, widząc, że sweter trzyma w ręce.
- Tak, już okej i nie, nie jest mi zimno. Dam sobie rade, to ostatnia lekcja.
- Nie chce, żebyś marzła. Trzymaj moją bluzę. – Nie dał jej zaprezeczyć, tylko ściągnął ją przez głowe i podał. Był bardzo umięśniony.
- Ale naprawdę nie trzeba, dam sobie radę.
- Już za późno, weź ją. – znów posłał jej ten sam uśmiech.
- Ale..
- Już nie masz argumentów. No już, zakładaj. – zaśmiał się cicho.
- Dzięki. – ubrała ją powoli, nie chcąc znów narazić ręki. Była duża, ale za to ciepła od jego ciała.
- Nie ma sprawy. A ja przepraszam, za to co się stało. Powinienem być bardziej ostrożny. – Abby uśmiechnęła się lekko do niego.
- Nie ma sprawy. – po przeprosinach poczuła się lepiej.
Bluza pachniała cudownie. Która dziewczyna nie lubi męskich perfum? Było idealnie. Uśmiechali się do siebie, bez żadnego powodu. Do czasu, aż telefon chłopaka zaczął wibrować w kieszeni spodni.
- Przepraszam, muszę odebrać. To mój przyjaciel. – i cała idealna atmosfera, zniknęła w jednym momencie.
- Co się stało skarbie? Potrzebujesz czegoś? – prawdopodobnie nie zauważyła zakrwawionego ubrania.
- Emm.. Uderzyłam się i rana, którą miałam zaczęła krwawić. Właściwie, to sama mogłabym zmienić opatrunek, ale mój kolega kazał mi tu przyjść. – Tak, nazwała go kolegą, ale gdyby powiedziała, że nieznajomy chłopak ją tu przyprowadził, zaczęły by się niepotrzebne pytania, a ona nie chciała, żeby Jared miał problemy. Co z tego, że wcale go nie zna. Nie wygląda na takiego, który chciałby to zrobić. Poza tym, był bardzo przejęty tym całym wydarzeniem.
- Ściągnij sweter, muszę to zobaczyć. – Dziewczyna zrobiła to, o co higienistka ją poprosiła. Cały bandaż nie miał ani jednego miejsca białego. Był cały we krwi. Gdy Abrielle to zobaczyła, usiadła na krześle, który stał obok biurka.
- Muszę to przeczyścić, może trochę piec. – nie mogło boleć bardziej niż do tej pory, więc kiwnęła powoli głową.
Gdy pani doktor wyciągnęła spityrus, wylała odrobinę na wacik. Przyłożyła go na ranę. Abby przeszył ból. Zacisnęła ręce na krześle, zagryzła wargę. Nie mogła się rozpłakać. Nagle usłyszała pękające szkło. Pielęgniarka odwróciła się. Szafka z szybką, była pęknięta. Wielka pręga ciągnęła się przez całą długoś, a od niej odchodziło jeszcze kilka w bok. Nie wiedziała, co się stało, ale Abby tak. Jej moc wymknęła się spod kontroli. To przez ten ból. Musiała się opanować, nie chciała nikomu zrobic krzywdy.
- To dziwne.. Wcześniej mi się to nie zdarzyło. No cóż, pewnie jej nie domknęłam i sama z siebie pękła.Niebieskooka nie chciała się odzywać. Gdy wszystko było skończone, została w samej bokserce. Nie chciała ubierać brudnego swetra. To ostatnia lekcja, więc jakoś to wytrzyma.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się ponownie.
- Nie ma za co. Gdyby coś się działo, powinnaś z tym iść do lekarza. Do widzenia.
- Do widzenia. – Abrielle stanęła przed drzwiami, wiedząc, że za nimi czeka na nią Jared. Co miała mu powiedzieć? Podziękować za to, że ją tu przyprowadził? Czy może za to, że poczekał? A może czekać na przeprosiny? Już nie było czasu na myślenie.
Otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz, zamykając je za sobą. Jared siedział przy ścianie. Gdy zobaczył, że wyszła, wstał i posłał jej najpiękniejszy uśmiech na świecie. Nastolatka rozpłynęła się na ten widok. Nikt nigdy się do niej tak nie uśmiechnął. Nie mogła wydobyć z siebie głosu. Zarumieniła się lekko.
- Już wszystko okej? Nie jest ci zimno? – zapytał, widząc, że sweter trzyma w ręce.
- Tak, już okej i nie, nie jest mi zimno. Dam sobie rade, to ostatnia lekcja.
- Nie chce, żebyś marzła. Trzymaj moją bluzę. – Nie dał jej zaprezeczyć, tylko ściągnął ją przez głowe i podał. Był bardzo umięśniony.
- Ale naprawdę nie trzeba, dam sobie radę.
- Już za późno, weź ją. – znów posłał jej ten sam uśmiech.
- Ale..
- Już nie masz argumentów. No już, zakładaj. – zaśmiał się cicho.
- Dzięki. – ubrała ją powoli, nie chcąc znów narazić ręki. Była duża, ale za to ciepła od jego ciała.
- Nie ma sprawy. A ja przepraszam, za to co się stało. Powinienem być bardziej ostrożny. – Abby uśmiechnęła się lekko do niego.
- Nie ma sprawy. – po przeprosinach poczuła się lepiej.
Bluza pachniała cudownie. Która dziewczyna nie lubi męskich perfum? Było idealnie. Uśmiechali się do siebie, bez żadnego powodu. Do czasu, aż telefon chłopaka zaczął wibrować w kieszeni spodni.
- Przepraszam, muszę odebrać. To mój przyjaciel. – i cała idealna atmosfera, zniknęła w jednym momencie.
♥♥♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku życzą
Ari i Ejda ♥
Ari i Ejda ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz